Szkoła Podstawowa nr 3 w Zielonce
rok szkolny 2007-2008

Biblioteka - Recenzje

Recenzja książki,
której bohaterem jest osoba niepełnosprawna,
i którą my znamy,
gdyż chodziła do naszej szkoły.

okładki książki

Mendyka Julita
B Ó G      M N I E      K O C H A
Niezwykłe świadectwa o życiu Ani Szałaty (1991- 2002)

Wydawnictwo „Michalineum”, Marki 2005, stron 197

        Książka, którą prezentuję, jest zbiorem świadectw o niezwykłym życiu małej, niepełnosprawnej dziewczynki, która żyła zaledwie dwanaście lat, ale w tym krótkim czasie dotarła do wielu serc, niosąc świadectwo wiary i nadziei. Doświadczona swoim cierpieniem, dojrzała bardzo szybko, wyprzedzając w rozwoju psychicznym swoich rówieśników. Mimo iż poruszała się na wózku inwalidzkim, promieniowała swą aktywnością nie tylko w najbliższym otoczeniu.

        Ania Szałata urodziła się w Warszawie, 7 stycznia 1991 roku, jako trzecie dziecko Kazimierza i Elżbiety Szałatów. Miała starszego brata Michała i siostrę Ulę. Mieszkała w Zielonce i uczęszczała do naszej szkoły.

        Ania od urodzenia cierpiała na rdzeniowy zanik mięśni, co sprawiło, że nigdy nie stanęła na własnych nogach. Od najmłodszych lat używała inwalidzkiego wózka. Była całkowicie zależna od swoich bliskich. Miała szczęście, że urodziła się w kochającej się rodzinie i była otoczona jej miłością. Była bardzo słaba fizycznie, ale zarazem bardzo silna duchowo. Była dzieckiem niezwykłym. Jej niemożność biegania, chodzenia, a nawet wstania z wózka sprawiały, że żyła w pewnego rodzaju wewnętrznej samotności, ale nigdy nie dawała po sobie poznać złości, czy zniecierpliwienia z tego powodu. Zawsze, nawet mimo bólu i cierpienia, była bardzo pogodna, uśmiechnięta, niczego się głośno nie domagała i nawet to jej milczenie miało sens.
        Ania ogromną siłę i wolę życia czerpała z silnej wiary w Boga. Tajemnica życia małej Ani, tkwiła w niesłychanie mocnym doświadczeniu prawdy, że Bóg ją kocha.
        Prawdę tę Ania przypominała przy różnych okazjach. Jako dziecko niepełnosprawne ruchowo i jednocześnie bardzo sprawne intelektualnie, miała w sobie jakąś głęboką mądrość życiową. Dostrzegali to zarówno dorośli jak i jej rówieśnicy. W szkole wybierano ją zawsze na przewodniczącą klasy, a nawet samorządu szkolnego. Lubili ją nauczyciele i uczniowie. Była bardzo dobrą uczennicą i nigdy nie korzystała z żadnych przywilejów, zawsze pogodna i życzliwa. Nie lubiła nadużywać pomocy innych, ale dawała przykład sama pomagając. Pomagała koleżankom i kolegom w nauce, oraz była wolontariuszką w szkolnej Grupie Młodych Wolontariuszy. Nazywano Anię prawą ręką wychowawczyni, ponieważ łagodziła dużo konfliktów i uczyła inne dzieci załatwiania konfliktowych spraw w ugodowy sposób.
        Z całym zaangażowaniem włączyła się też w tworzącą się przy jej szkole drużynę Związku Harcerstwa Rzeczpospolitej.

        Ania mimo swej niepełnosprawności, starała się żyć normalnie „...,„chodziła” po górach, pływała po jeziorze, kąpała się w oceanie, podróżowała, chodziła do kina, na koncerty. Uczestniczyła w różnych uroczystościach i nabożeństwach w kościele, bardzo dobrze uczyła się w szkole. Żyła pełnią życia, chociaż - trzeba to podkreślić - łączyło się to z pomocą innych i z ciężkim wysiłkiem, zmęczeniem i cierpieniem. Anna nigdy nie skarżyła się, nie narzekała. Spokojnie pozwalała sobie zakładać gorset (ortopedyczny) nawet w upalne dni, kiedy tak bardzo chciałoby się zdjąć wszystkie ubranka. Tymczasem gorset trzeba było zasznurować... Cicho i spokojnie poddawała się kolejnym zabiegom przy częstych zapaleniach oskrzeli, które kończyły się zapaleniem płuc. Panie pielęgniarki z trudem, po kilka razy próbowały wkłuć się w szczupłe rączki, żeby pobrać krew na badania czy podłączyć kroplówkę. Płynęły jej wówczas po buzi tylko ciche łzy. Nigdy nie krzyczała, nie histeryzowała jak inne dzieci, choć tak samo czuła ból.”

        Pod koniec swojego krótkiego życia Ania odkryła w sobie powołanie misyjne. Misjonarzem może być tylko ten, kto nie jest pochłonięty wyłącznie własnymi troskami, lecz ma w sobie dość wolności, aby zająć się troskami drugiego człowieka. I taka właśnie była mała Ania, zawsze chętna do pomocy. To właśnie z inspiracji Ani powstało Misyjne Apostolstwo Niepełnosprawnych Dzieci. Była czynną wolontariuszką Fundacji Follereau, dla której pracował jej tata. Dom państwa Szałatów był siedzibą Fundacji Polskiej Raoula Follereau i przedstawicielstwem Międzynarodowej Unii Stowarzyszeń Follereau. W związku z tym, w jej rodzinnym domu bywali regularnie misjonarze, goście z różnych krajów, ludzie zaangażowani w pracę na rzecz najbiedniejszych z biednych. Wszystkie wakacje Ani związane były z akcjami misyjnymi w kraju lub za granicą. Ania udowodniła, że będąc chorym czy niepełnosprawnym, można również włączyć się w dzieło misyjne Kościoła i otworzyć swoje serce na potrzeby całego świata.

ulotka apostolstwa misyjnego dzieci niepełnosprawnych

        Ania brała też udział w nagraniach telewizyjnego programu dla dzieci „Ziarno”, do którego zaprosiła swoich rówieśników z klasy.
        Była bardzo aktywna, interesowała się wszystkim co działo się dookoła i spośród innych dzieci wyróżniała ją pogoda ducha, oraz chęć niesienia pomocy innym. Starała się żyć jak inne dzieci i nie lubiła kiedy litowano się nad nią.

        W dniu swojej śmierci była z mamą, swoją wychowawczynią i innymi wolontariuszami ze szkoły, na zbiórce żołędzi dla dzików na zimę.
        Wracając do domu ze swoją mamą, została najechana na przejściu dla pieszych przez rozpędzony samochód. Zaraz po wypadku, mimo ciężkich obrażeń, była przytomna, rozmawiała z pochylającymi się nad nią ludźmi. Bała się o swoją mamę. Powtarzała: „Ja mogę nie żyć, żeby tylko mama żyła...“. Kilka godzin później zmarła.

        Książka opowiada o Ani i jej życiu. Wspominają ją rodzice, nauczyciele, znajomi, koleżanki i koledzy. Ania pozostawiła po sobie ogromną pustkę. Książka daje również nadzieję, iż mimo chorób i inwalidztwa, można być również bardzo potrzebnym innym. Najstraszniejszą rzeczą, jaka się może nam przydarzyć, to uświadomić sobie, że nie jest się nikomu potrzebnym.
        Mimo swojego krótkiego życia, oraz inwalidztwa, Ania dała wszystkim przykład, jak można być potrzebnym, nawet wtedy, gdy świat ogląda się z wysokości inwalidzkiego wózka.

        Napisałam tę recenzję, gdyż 25 października 2007 mija kolejna, piąta rocznica śmierci Ani, która była naszą uczennicą, oraz dlatego że w szkolnej bibliotece można wypożyczyć tę książkę. Można też ją u nas zakupić.

 

Zapraszam do czytania
Wasza pani bibliotekarka
Ewa Dunin-Wilczyńska Nauczyciel-bibliotekarz
opracowanie: AnnaR-N
autor: Anna Rozalska Opublikowano:2007.10.06 Aktualizacja strony: 2013.04.19 do strony głównej